Tej nocy w areszcie reprezentant Polski nie zapomni. “Największy błąd w karierze”

Tej nocy w areszcie reprezentant Polski nie zapomni. "Największy błąd w karierze"

Bundesliga.

Afera taksówkowa była największym błędem w karierze Sławomira Peszki. Zdemolowanie taksometru, próba ucieczki przed policją i noc na komisariacie a na końcu utrata EURO 2012. W swojej książce “Peszkografia” były reprezentant Polski rozlicza się ze swoją przeszłością.

25 października 2022, 19:53..

Sławomir Peszko
Sławomir Peszko (Foto: Dariusz Hermiersz/sport-foto.pl / newspix.pl)
  • Powrót do domu z komisariatu był jednym z najtrudniejszych momentów w jego życiu. Łzy żony uświadomiły mu, jak bardzo nawalił.
  • Peszko utrzymuje, że taksówkarz oszukał i obraził jego oraz Marcina Wasilewskiego, dlatego doszło do tego incydentu.
  • Kosztowało go to udział w turnieju jego życia, po jakimś czasie zdał sobie sprawę z tego, że winna tej sytuacji jest tylko jedna osoba.
  • Więcej ciekawych historii znajdziesz w nowym serwisie Przeglądu Sportowego Onet. Sprawdź!
  • – Wstawaj, wychodzisz – wrzasnęli i jakby nigdy nic, odprowadzili mnie do drzwi. Nie dali do podpisania żadnego protokołu, po prostu wydali rzeczy, które wcześniej zabrali, i cześć.

    Był poranek, siódma rano ósmego kwietnia. “Za***ista Wielkanoc” – pomyślałem. Stałem przed komisariatem w potarmoszonej kurtce i wiedziałem, że mam przejebane. Do domu pojechałem… Tak, tak, taksówką. Pamiętam jak dziś moment wejścia do naszej kuchni. Ania siedziała przy lodówce i płakała. Mała Wiki miała niecałe trzy lata, ale mimo to czuła, że coś jest nie tak. “Wasyla” już nie było. Okazało się, że przesłuchali go i wypuścili, a on prosto z komisariatu przyjechał do Ani. Wytłumaczył jej, co się stało, powiedział, gdzie jestem.”.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo.

    Do sprzedaży właśnie trafiła “Peszkografia” czyli autobiografia Sławomira Peszki spisana przez dziennikarza Sebastiana Staszewskiego. W zaskakująco szczerej książce były reprezentant Polski bezlitośnie rozlicza się ze swoją przeszłością. Nie żałuje sobie razów. Najbardziej dramatyczną i charakterystyczną jest na pewno sprawa ze zdemolowaną taksówką w Kolonii, która kosztowała go udział w EURO 2012, największej imprezie organizowanej w Polsce.

    Cała afera wydarzyła się po meczu z ligowym Werderem.

    “Po ostatnim gwizdku “Wasyl” przyjechał swoim wypasionym mercedesem, a ja wskoczyłem do auta i pojechaliśmy na makaron do włoskiej knajpy w centrum miasta. W drodze zadzwoniłem do Pawła Sobczaka, dałem go na głośnik.

    – “Sopel”, zgadnij kto u mnie jest? – Zagadałem naszego kumpla z Płocka. Kiedy Paweł usłyszał, że przyjechał “Wasyl”, rzucił tylko złowieszczo:.

    Explore more:  Patryk Kun w formie na początku przygotowań. Wziął do serca słowa trenera

    – O ja pier**lę… Żebym ja was jutro na paskach w TVN nie widział”.

    Sobczak doskonale wiedział, że połączenie Peszki z Wasilewskim to bomba z opóźnionym zapłonem. Impreza oczywiście się przedłużała aż do feralnego przejazdu taksówką.

    “Z taksówek w Kolonii korzystałem rzadko. Chociaż lubię dobrą zabawę, to mam jednak zasadę, której nigdy nie złamałem: nie wsiadam za kierownicę po alko. Dlatego pod klubem złapaliśmy najzwyklejszą niemiecką taryfę, jakiegoś białego merca czy volkswagena, i pojechaliśmy do Duesseldorfu. Gdzieś w połowie drogi zaczęła do mnie wydzwaniać Ania.

  • Zobacz także: Koniec banicji Cristiano Ronaldo. Trener nie zrobił tego, co zapowiadał.
  • – Sławek, gdzie, do cholery, jesteście? Przecież mieliście być w domu około północy, co się z wami dzieje? Kiedy wrócisz? – Dopytywała, a ja irytowałem się coraz bardziej, bo nie miałem ochoty na spanie. Moja żona potrafi jednak być uparta.

    Zadzwoniła więc drugi raz, ósmy, dziesiąty, napisała w tym czasie z dwadzieścia wiadomości. W końcu mnie złamała.

    – Ku**a, “Wasyl”, wracamy, bo mnie Ania za***ie – nie zostawiłem wątpliwości, dlaczego nasz wieczór już się kończy.

    – Chciałem ten klub zobaczyć… – Jęczał Marcin, ale decyzja była już podjęta, więc wzruszył tylko ramionami.

    Gdzieś około pierwszej w nocy, blisko miejsca docelowego, zawróciłem taksówkarza i kazałem mu jechać pod wskazany adres. Po drodze zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej i kupiliśmy kilka puszek jacka danielsa z colą. Po zmieszaniu tej dawki z tym, co wypiliśmy wcześniej, byliśmy już nieźle narąbani i zaczęliśmy przysypiać. Marokański kierowca postanowił to wykorzystać i zamiast zjechać w kierunku domu prosto z autostrady, popędził do ścisłego centrum Kolonii, z którego startowaliśmy.

    Chociaż byłem pijany, to zauważyłem, że gość próbuje nas wydoić. Licznik pokazywał już sto, może sto dwadzieścia euro. Zaczęła się awantura. Krzyczałem, że ma jechać pod wskazany adres, a nie kręcić się w kółko po mieście. Najpierw mówiłem po niemiecku, później już po polsku. On tłumaczył, że pomylił trasę, że nie wiedział, jak jechać, ale ewidentnie kręcił. A do tego w pewnej chwili warknął pod nosem: “Sch***e Polacken”.

    “Je***ne Polaki”? O ty ch**u złamany! Ze złości wychyliłem się w kierunku kierowcy i… Zacząłem wyrywać taksometr, który po chwili rozpadł się na kawałki. Dostałem szajby, bo w domu czekała na mnie wkurzona żona, zmarnowaliśmy prawie dwie godziny na jeżdżenie taksówką i nie pobawiliśmy się tak, jak mogliśmy. A na dodatek ten f**t nas obraził. W końcu atmosfera się uspokoiła i pojechaliśmy przed siebie. Po dziesięciu minutach kierowca się jednak zatrzymał, zgasił silnik, wyskoczył z auta i… Zaczął uciekać. Jednocześnie zatrzasnął kluczykiem drzwi”.

    Explore more:  sędzia
  • Zobacz także: Koniec z meczami wieczorem? Ceny prądu to nie wszystko. “Mordęga”.
  • Za chwilę do taksówki podjechali policjanci. Pijany Peszko próbował uciekać, co było największym błędem w jego karierze.

    “Udało mi się pokonać jakieś trzy metry, zanim kilku potężnych drabów powaliło mnie na ziemię i zakuło w kajdanki. Poderwali mnie w powietrze i właściwie zanieśli na komisariat, który był dosłownie obok. Ten cwany Marokańczyk, zamiast zadzwonić na policję, pojechał z nami pod posterunek i zaczął wołać o pomoc, jakbyśmy obdzierali go ze skóry. A to on chciał obedrzeć nas z kasy. Na komisariacie w Kalk, dzielnicy Kolonii, do której przyjechaliśmy, wytrzeźwiałem w minutę. Adrenalina, strach, podniecenie – cała ta zmiksowana chemia stworzyła substancję o niesamowitych właściwościach. Próbowałem wytłumaczyć Niemcom, że jestem piłkarzem, że znam Podolskiego, że jestem ofiarą, a nie oprawcą. Ale nic ich nie interesowało. Kazali mi dmuchać w alkomat, ale odmówiłem. Niby dlaczego miałbym to zrobić? Przecież to nie ja prowadziłem”.

    Sebastian Staszewski, współautor książki: — Przegadaliśmy razem 100 godzin i to jest jedyna historia, przy które Sławek autentycznie się wstydził. Nie przede mną, ale przed sobą.

    Konsekwencje przejazdu taksówką były dla Peszki dramatyczne. Stracił najlepszą sportową imprezę swojego życia. Wiele osób prosiło Franciszka Smudę o litość, ale ten był nieugięty. Nie przekonał go nawet telefon od Lukasa Podolskiego.

    “To był wtorek. Obejrzałem sobie meczyk Viktorii i jechałem moim białym range roverem do domu, gdy na telefonie zobaczyłem numer Rząsy. Od razu poczułem, że nie dzwoni z dobrą nowiną. Zjechałem na pobocze i włączyłem głośnik.

  • Czytaj także: Były reprezentant Albanii i trener polskich klubów nie ma złudzeń. “Mamy najlepszą generację piłkarzy w historii”.
  • – Tomek, powiedz mi od razu, jak wygląda sytuacja.

    – Nie wygląda to najlepiej, Smuda jest wściekły. Podjął decyzję, że nie powoła cię na Euro.

    Milczałem. Jedną sekundę, dwie, pięć.

    – Na pewno nic nie da się zrobić? – Zapytałem w końcu, ale bez wiary w happy end.

    – Nie, próbowaliśmy. Zdecydował, że nie będzie cię w kadrze na turniej.

    O ja pierdolę… Marzyłem o tym Euro. Naprawdę marzyłem. Nie miałem szans zagrać na mistrzostwach kontynentu w 2008 r., Gdy kadra pojechała do Austrii i Szwajcarii. Nie awansowaliśmy na mundial w RPA. Teraz występ na turnieju mieliśmy zagwarantowany. A ja mogłem walczyć na nim w imieniu całego narodu. I teraz, siedząc w aucie, dowiedziałem się, że jednak nie zagram. Rozłączyłem się i rozkleiłem. Siedziałem przez kilka minut i płakałem. Wiem, że już kilka razy opowiedziałem o łzach, ale generalnie rzadko płaczę, nawet na Titanicu mi się nie zdarza. Wtedy jednak jakiś niewidzialny gość odkręcił śluzę, która uwolniła potok łez. Moje Euro zniknęło jak kropla deszczu spadająca na rozgrzany piasek.

    Explore more:  Las Palmas oskarża Barcelonę i stawia zaporową cenę

    Do nikogo nie dzwoniłem – nie potrzebowałem litości. Dopiero później próbowałem wytłumaczyć Smudzie, że na to wszystko nie zasłużyłem. W mojej sprawie telefonował też Podolski, z selekcjonerem rozmawiał Kuba Błaszczykowski. W teorii było przecież jeszcze trochę czasu, powołania miały być wysłane dopiero na początku maja, więc chłopaki próbowali interweniować”.

    EURO 2012 zamiast Peszko obejrzał w telewizji, choć miał grać w pierwszym składzie. Polska na turnieju się ośmieszyła, nie wyszła z najłatwiejszej może grupy w historii turniejów o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu.

    “Po latach ktoś mi powiedział, że Smudę zabolał fakt, iż sprawa ujrzała światło dziennie akurat w Niemczech, gdzie zawsze chciał pracować. I dlatego musiał im pokazać, że jest szeryfem – nie chciał, by pozostało wrażenie, że nie daje sobie rady z niesfornymi piłkarzami. Wtedy jednak nie byłem w stanie myśleć o nim dobrze, nie podałbym mu ręki. Wydawał mi się zwykłym ch**em.

    Dopiero po latach wszystko zaczęło się zacierać, a ja zrozumiałem, że pretensje mogę mieć tylko do siebie. (…) Afera taksówkowa to nie wina Smudy i Wasilewskiego. To nie wina policjantów ani nawet tego taksówkarza. To wina Peszki. To jedyny błąd, którego chciałbym nie popełnić. Ale czasu nie cofnę. (…) Mistrzostwa obejrzałem w Jedliczu. Obok mnie byli tylko rodzice i Ania.

    Obraziłem się na cały świat, z nikim nie chciałem rozmawiać. Przez dziewięćdziesiąt minut meczu z Grecją nie odezwałem się nawet słowem. Ani wtedy, gdy “Lewy” zdobył pierwszą bramkę, ani wtedy, gdy Wojtek Szczęsny dostał czerwoną kartkę, ani wtedy, gdy Przemek Tytoń obronił strzał Georgiosa Karagounisa z rzutu karnego. Nie to, że nie cieszyło mnie trafienie Roberta. Cieszyło, bardzo. Ale nie byłem w stanie tego okazać”.

    Wkrótce zmienił się selekcjoner, Sławomir Peszko pojechał jeszcze na dwa turnieje, EURO 2016 i Mistrzostwa Świata 2018. Ale zadra po straconych mistrzostwach Europy została.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

    Data utworzenia:.

    25 października 2022, 19:53..

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

    About the Author

    You may also like these